Po powrocie do Meksyku i zamieszkaniu we wspólnym, a jednak osobnym domu – pożycie artystycznego małżeństwa nie uległo poprawie. Wiele się jednak zmieniło…
Frida po raz trzeci zaszła w ciąże i tak, jak w poprzednich przypadkach – także tym razem straciła dziecko. Przeszła też kolejną operację prawej stopy, podczas której usunięto jej końce palców. Wszystkie te dramatyczne wydarzenia, malarka uwieczniła na płótnie. To właśnie wtedy – jej niezwykłe obrazy, zaczęły pełnić naprawdę znaczącą rolę. Obrazy na płótnie stały się bowiem pełnowymiarowym połączeniem pamiętnika i konfesjonału z przejawem artystycznego konceptualizmu i geniuszu w tle.
Diego w tym czasie popadł w depresję, na którą składało się odrzucenie go przez bohemę meksykańską (rodacy uważali go za zdrajcę, koniunkturalnego „sprzedawczyka”) i druzgocąca porażka na artystycznym rynku amerykańskim, gdzie – przez wzgląd na swoje wywrotowe poglądy – nie miał racji bytu. Tym samym, za mało socjalistyczny dla meksykańskich komunistów i za bardzo komunistyczny dla amerykańskich konsumpcjonistów Rivera robił to, co zawsze wychodziło mu najlepiej – pił i wdawał się w kolejne romanse. Frida tolerowała jego wyskoki, otaczając niewiernego i niewdzięcznego męża macierzyńską opieką. Badacze życiorysu Kahlo twierdzą, że po trzykrotnej stracie dziecka – malarka przeniosła wszystkie swoje instynkty na Riverę. Przygotowywała mu kąpiele z olejkami, do wanny wrzucając zabawki. Gotowała ulubione potrawy i potrzeby męża stawiała ponad własne oczekiwania, przymykając jednocześnie oko na wszystkie jego wyskoki. A raczej – prawie wszystkie…
Niezniszczalny tandem słonia i gołębicy wydawał się absurdalnie, niezdrowo, patologicznie zgrany. Do czasu, gdy Rivera zdradził Fridę z… jej ukochaną siostrą, Cristiną. Na wieść o nowym romansie – podwójnie zraniona malarka odeszła od męża i wyprowadziła się do swojego apartamentu w Mexico City.
Separacja – przynajmniej w słownikowym rozumieniu – nie trwała długo. Para pogodziła się po tym, jak Frida wróciła z krótkiego, obfitującego w sukcesy wyjazdu do Nowego Jorku (niezwykłe, obrazy nowoczesne Kahlo zaczęły wtedy zyskiwać na sławie, a ich sprzedaż przynosiła wymierne korzyści) i na powrót zamieszkała razem, ale oddzielnie w swoim oryginalnym domu w San Angel.
Frida nadal przymykała oko na romanse Diego, niańczyła go i wspierała w działaniach zarówno artystycznych, jak i politycznych. Z tą tylko różnicą, że kreująca się na obraz pewnej siebie artystki i przebojowej kobiety Kahlo… także zaczęła romansować, między innymi z amerykańskim rzeźbiarzem – Isamu Noguchim.
W międzyczasie, w tym patologicznym, ale stabilnym pożyciu toksycznej pary (dziwna norma, ale jak powiedział Witkacy: „Każdy artysta żyje tak jak mu nakazuje jego własna artystyczna intuicja.”) – pojawiła się kolejna operacja nogi, małżeńskie zjednoczenie w politycznej sprawie (Frida i Rivera aktywnie zbierali fundusze na walkę przeciwko siłom generała Franco), Diego wstąpił do meksykańskiej sekcji Międzynarodowej Ligi Komunistycznej Trockistów, a jego niezbyt higieniczny tryb życia objawiał się w częstych hospitalizacjach (Rivera cierpiał na schorzenia oka, wątroby i nerek). Wszystko to, składało się na obraz stabilnej w swym szaleństwie pary. A potem… pojawił się Lew Trocki.