Skip to content

Diego i kobiety

Kobiety i artyści to mieszanka wybuchowa. Witkacy doprowadzał ponoć swoje partnerki do szaleństwa tym, że był, jaki był. Przybyszewski łamał damskie serca dla sportu. Pablo Picasso uważał natomiast, że krzywdzenie związanych z nim kobiet jest jego największą inspiracją. Takich przykładów można by mnożyć. Ale prawdą jest, że w ogólnej świadomości to właśnie Diego Rivera –  autor monumentalnych fresków i twórca malujący doskonałe, osadzone w meksykańskiej kulturze obrazy – najmocniej uprzykrzał życie swoim partnerkom. A miał ich sporo…

Jak głosi legenda (którą być może stworzył sam Rivera, kreując się tym samym na obraz kochanka doskonałego), malarz swoją pierwszą kobietę posiadł w wieku… dziewięciu (sic!) lat. Po premierowym, cielesnym doświadczeniu – rozochocił się znacznie i brał to, co popadło: gustował w służących, opiekunkach, studentkach, artystkach i wykwintnych damach z wyższych sfer. Wszystkie partnerki Rivery – chociaż tak różne od siebie – łączył jeden mianownik: czuły się przez Diego wykorzystane, skrzywdzone i w żaden racjonalny sposób nie mogły zrozumieć, dlaczego oddały się brzydkiemu i spasionemu do granic możliwości kobieciarzowi o jednoznacznej opinii gbura, hulaka i mężczyzny bez skrupułów. Bo Diego zawsze zdradzał swoje kobiety. Oczywiście, tą najbardziej znaną i – według opinii wielu – najbardziej skrzywdzoną była Frida. Czy słusznie Kahlo dzierży palmę pierwszeństwa w tym mało chlubnym rankingu najmocniej przez Riverę zranionych kobiet?

Frida, okaleczona po przebytym w dzieciństwie polio i skrzywdzona w tragicznym wypadku kochała Riverę bez pamięci, dając mu ciche przyzwolenie na liczne skoki w bok. Najprawdopodobniej uznała, że życie z geniuszem wymaga płacenia haraczu, którym – w tym wypadku – było jej cierpienie i osamotnienie. To, co Fridę odróżnia od innych kobiet Rivery to fakt, że traumatyczne emocje związane z byciem z Diego – malarka przelewała na płótna, malując wiwisekcyjne, oryginalne, nowoczesne obrazy. Portrety Kahlo to wariacje na temat jej związku i symboliczne nawiązania do Diego, od którego artystka wielokrotnie odchodziła, a z którym nie potrafiła się rozstać.

Summa summarum, dramatyczna historia Fridy, będąca pomieszaniem zdrowotnych przypadłości, toksycznej miłości, ogromnej wrażliwości i ciągot do kreowania siebie na obraz kobiety silnej mimo wszystko sprawiła, że to Kahlo i jej obrazy biją rankingi popularności. W ogólnym (i błędnym) rozumieniu – w tandemie Słonia i Gołębicy, uczennicy i mistrza, to… Frida była geniuszem, a Diego… Diego był znęcającym się nad nią bez skrupułów dodatkiem. Dzisiaj, obrazy Fridy sprzedają się za grube miliony, reprodukcje płócien są doskonale wszystkim znane i ozdabiają ściany domów jako obrazy do salonu czy obrazy do sypialni.  O freskach Rivery niewielu pamięta. Teoretycznie…

W praktyce – to Diego Rivera, a nie jego żona!, jest dobrem narodowym Meksyku i malarzem, którego obrazy uznawane są za najważniejsze dzieła XX – wiecznej sztuki latynoamerykańskiej. To Rivera uznawany jest przez znawców sztuki za promotora Kahlo, bez którego wkładu – malarka nigdy nie zostałaby odkryta, ani nie doszła do takiej sławy, jaką dzisiaj cieszą się jej (jakby nie patrzeć – inspirowane pożyciem małżeńskim z Riverą) obrazy na płótnie.

Ale… Frida jest ofiarą, kobietą skrzywdzoną przez los i barwną kaleką, a więc – to Frida jest jasną stroną tandemu Słonia i Gołębicy o której pisze się książki, kręci filmy. Książki i filmy, które są oprotestowywane przez krytyków twierdzących, że takie przedstawienie Diego Rivery (który kreowany jest na obraz bezwzględnego gbura, kobieciarza i łajdaka) godzi w świętości sztuki. A to, że Frida i wiele, wiele, wiele… innych kobiet, czuły się przez Riverę skrzywdzone? Widziały gały co brały!